Hej.
Dawno mnie tu nie było. Dzisiaj nie będzie nic o ślubach, weselach ani parach młodych. Dziś będzie coś innego. Macie tak czasami, że zastanawiacie się czy miejsce w którym się znajdujecie jest miejscem w którym powinniście być? Czy to co robicie to jest to czego naprawdę pragniecie? Czy zastanawiacie się w tym momencie co tak naprawdę robicie ze swoim życiem? Jeżeli myślicie, że ta notka będzie zakończona happy endem to od razu mówię, że to zależy od was. Dlaczego? Bo sądzę, ze każdy z nas ma takie momenty gdy na chwilę przystaje w codziennym biegu i zastanawia się czy to co robię jest tym co naprawdę chce robić? Mam 21 lat, studiuję chociaż na ten moment jestem świadoma tego, że nie jest to coś co chce robić dlatego opuszczam zajęcia. Już raz zawiodłam rodzinę i czuję, że znów to robię. Dlaczego? Nie wiem. Bo jestem zmuszona do czegoś czego nie chce robić? Może. Często słyszę od tych najważniejszych osób, że jestem wiedźmą bo moje przeczucia za każdym razem się sprawdzają. Wiedźma, czarownica. Pasuje mi to i męczy. Nie chce tego czuć, nie chce przeżywać, nie chce żeby rozrywało mnie od środka uczucie odrzucenia, tak jak teraz. Trzy lata temu pisałam tak:"Nie wiem co mam ze sobą zrobić. Nie potrafię pozbierać swoich myśli. Czasem się zastanawiam co ja tak naprawdę robię ze swoim życiem. I czy to aby na pewno ja nim kieruje ? Może osoby z zewnątrz odpowiadają za to co się teraz dzieję. Skąd mogę mieć pewność, że nie manipulują mną, moimi uczuciami i zachowaniem. A jeżeli jestem podatna na wpływy ? Kto tak naprawdę może to sprawdzić ? Z góry zakładamy, że podejmowane decyzję są NASZYMI decyzjami. A jeżeli to kłamstwo ? Jeżeli to nasza rodzina, przyjaciele bądź wrogowie tak wpływają na nas, na nasze myśli i psychikę, że to właśnie oni podejmują decyzję, którą my uważamy za naszą własną ? Nikt nie może przecież nam powiedzieć: „Tak, to właśnie Twoja decyzja! Podjąłeś ją samodzielnie i bez niczyjej pomocy!”
Może to co robię, o czym myślę, co czuję i co pragnę jest tylko wytworem tego co mówią do mnie inni. Ostatnio kumpel spytał się mnie po co i kim tak naprawdę jesteśmy. Odpowiedziałam mu, że jesteśmy ludźmi. Każdy z nas jest inny lecz nadal wyjątkowy. Każdy na swój sposób. Robimy wiele głupich rzeczy, nieprzemyślanych, impulsywnych, nierozważnych, których potem żałujemy. Mam na swoim koncie wiele takich głupot. Czy łatwo jest się nam zmienić? Sądzę, że nie. Potrafimy zdawać sobie sprawę z robionej głupoty, ale robimy to dalej. Świadomie, z chęcią, wiedząc jakie mogą być konsekwencje i jak bardzo będziemy przez to cierpieć.
Ale jesteśmy tylko ludźmi. Ludźmi, którzy błądzą. Błądzą i nie ma nikogo kto mógłby ich naprowadzić na właściwą drogę. Podejmujemy decyzję które tak naprawdę są decyzjami podjętymi pod wpływem innych. Dajemy sobą manipulować. Błędne koło.
Zrozumiałe? Nie sądzę. Zagmatwane? Bardzo. Złożone? Z wielu części. Głupie? Jak każdy z nas. Skomplikowane? Retoryczne? Niezadowalające? Mam to gdzieś. To moje kredki. To ja rysuje nimi mój świat. Nie jest to proste ani zrozumiałe. Moja psychika nie jest taka. Podejmuje decyzję, których potem żałuje. Odtrącenie? Walczę z tym. Bezsilność? Coraz większa. Kłopoty? Sama się w nie pakuje. Niezdecydowanie? Mam ochotę za nie zabić. Siebie. Ale to by było głupie. Bardzo głupie. Nie warte tego wszystkiego. Ale ja też jestem głupia, niezrozumiała. Skomplikowana- jak ten post.
Znów będę najszczęśliwszą osobą na świecie. A zarazem znów będę cierpieć. Ale mam dopiero 18 lat. Czemu mam się nie bawić? Wiem co ludzie o tym powiedzą. Że to złe i głupie. Że ja taka jestem. Mam w dupie ich opinie. Czy jestem normalna? Coraz częściej myślę, że nie. Jestem szalona. I nie wiem czego chce od życia. Ale to moje życie. "
Czy dziś coś się zmieniło? Zmieniło się dużo. Już nie jestem ta samą osobą, nie jestem zakochana, nieszczęśliwa a zarazem szczęśliwa też nie jestem. Jestem samotna. Bardzo. Mimo, że otaczają mnie ludzie to oni mnie nie widzą, nie widzą jaka jestem. A jaka jestem? Nadal skomplikowana. Mam cel w życiu. Więc dlaczego nadal czuję, że to nie jest miejsce w którym właśnie powinnam być? Czemu czuję, że muszę uciekać z tego miasta, z tego miejsca? Byłam w wielu miejscach w Europie, jednak nigdzie nie czułam się w domu. Nawet mój dom jest miejscem w którym po prostu jest moja rodzina dlatego tam wracam. Podobno "dom twój gdzie rodzina twoja" ale co gdy się tego nie czuję? Tęsknie, bardzo tęsknie za osobami mi bliskimi, mimo, że mieszkamy w miastach z dala od siebie to nadal są dla mnie najważniejsze. Czy czuliście kiedyś, że mimo tego wszystkiego to nie jest to co chcecie? Mam wszystko, cudowny dom, rodzinę, przyjaciół. Dlaczego czuję się jak lew na uwięzi? Dlaczego mam ochotę uciec? Zniknąć, zmienić swoje życie, mieć własny kąt w mieście którym chce, zacząć życie o którym dawno marzyłam? Dlaczego więc tego nie robię.
Bo brak mi odwagi.
Więc nadal będę lwem na uwięzi, w klatce, w zoo, które ludzie określają życiem.
Pamiętajcie, mimo, że mi brak odwagi to wy walczcie.
Walczcie o zmiany abyście byli szczęśliwi.
Nie dajcie sobie wmówić, że nie jesteście nic warci. Nie dajcie manipulować swoim życiem. Jeżeli macie marzenia, chociaż te najmniejsze to dążcie do ich realizacji. Zajdźcie cel w życiu. Bo bez tego nasze życie jest nijakie. Wtedy tylko egzystujemy, wydaję się nam tylko, że jesteśmy szczęśliwi. Miejcie odwagę dążyć do spełnienia swoich marzeń, o nikt za was życia nie przeżyję. Kto wie, może ja też kiedyś znajdę w sobie tyle odwagi żeby zacząć żyć. Ale proszę, nie dajcie sobie odebrać swojego życia bo mimo, że banalne słowa "NIKT ZA WAS ŻYCIA NIE PRZEŻYJĘ" to czasem nie zdajemy sobie nawet sprawy jak bardzo są prawdziwe. Nie dajcie sobą manipulować nawet jeśli chodzi o małe rzeczy. Przeżyjcie życie tak jak to WY chcecie i miejcie odwagę. A wtedy kto wie, może ja też kiedyś będę miała odwagę zmienić swoje życie ;). Dajcie znać jeżeli tez wam brak odwagi. Może pomożemy sobie nawzajem :) Pozdrawiam gorąco i życzę miłej nocy <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz